„zapomnij się i żyj”

Czas płynie, tylko nam się zdarza stać w miejscu.


Jak już nam się uda ruszyć zad, weryfikujemy – nieco przebrzmiałe i nabrzmiałe – sentencje, tytuły, banalne prawdy życiowe, frazesy – przywdziewając je w sarkastyczne i ironiczne szaty. I tak zamiast napisać „Ja Cię kocham, a Ty śpisz” czy „Miłość Ci wszystko wybaczy”, lekkomyślny chochlik naszej wyobraźni (a przynajmniej ten mój jest taki), na usługach doświadczenia – niczym jej własny Stańczyk – podpowiada: „Ja się focham, a Ty kpisz” czy „Miłość Cię zawsze wypaczy”.
Na pierwszy rzut oka, to tylko zwykła gra słów. Drugi rzut oka, paradoksalnie „pozbawiający” nas możliwości widzenia, daje szanse na dostrzeżenie w tych – można by rzec, swawolnych i infantylnych myślach – potencjał pokracznej prawdy. Oczywiście nie śmiem rozwodzić się dalej nad powyższym, zatem umiejscawiam obie moje gałki oczne tam gdzie ich miejsce i przechodzę do dalszej części niezobowiązującej treści.

 

„Zapomnij się i żyj..”

Ponieważ każdemu należy się choć chwila życia przed śmiercią, z chęcią zacytuję frazę z piosenki ziomka, „barda” Grzegorza Bukowskiego – „zapomnij się i żyj”, którą to – jak sam przyznał się (bez bicia) – będzie można wysłuchać, wielokrotnie, w na płycie, którą właśnie nagrywa z „GBTrio” – zatem poczkajmy ;)

Zakotwiczyła mi się ona również jako rozszerzenie jednej z ważniejszych myśli przewodnich, jakie padają w „Stowarzyszeniu umarłych poetów” (N.H. Kleinbaum)

‎”Rwijcie pąki swoich róż, póki jeszcze możecie,
Bo czas uleci, choć stary swym wiekiem.
Kwiat, co dziś uśmiechem się ukłoni,
Umrze jutro w waszej dłoni”

Zatem by stworzyć wyciąg myśli, co by go, niczym mantre buddyjską, wprawić w ruch, nadać mu moc twórczą: „carpe diem”, wyssij z życia wszystkie soki, „zapomnij się i żyj”, bo każdemu, należy się choć chwila życia przed śmiercią.

Z cyklu „inspiracje nie bez winy”

- puk puk
- kto tam?
- wino!
- samo?
- nie, z towarzystwem
- a, to proszę wejść

Morał?  - Wino lepiej wchodzi w towarzystwie!

A jak już jesteśmy przy winie, to pamiętajcie: kto jest bez wina, niechaj pierwszy się zrzuci, czy jakoś tak…

Z cyklu „dziurawe kondycje”

Znajdowaliście się kiedyś na pograniczu snu i przebudzenia?

Konkretnie chodzi mi o stan, kiedy jesteście świadomi, że już nie śpicie, ale nie potraficie otworzyć oczu, które jakby nie zarejestrowały tego konkretnego impulsu budzącego. Próbujecie wtedy wydać dźwięki, które Was następnie obudzą, troszkę tak jakby dać sobie „plasakacza” ręką, w której nie mamy czucia, poprzez próbę jej odpowiedniego rozbujania.
Właśnie poprzez taką zależnością spróbowałbym opisać marazm mentalny, który mnie dopadł, tyle, że dość opornie idzie mi wydobywanie budzących impulsów, czy też bujanie ręką ;)
Niniejszym sprzeciwiam mu się, temu marazmowi.
Zobaczymy, co on na to.. bo w końcu

nie jestem taki, jakim staram się być
jestem gorszy od tego, którym mógłbym być
i ponoć jestem krnąbrny..
i ponoć zły
do tego jestem próżny
i tracę – żyjąc – sny


Z cyklu „dialogi alkoholików”

- „trzeba wymyślić alkohol po którym nie ma się kaca ”
- albo kaca, który nie występuję po wypiciu alkoholu ..

Z cyklu „świeżości – mądrości dnia”.. z życia wzięte .. trochu wygolone i trochu zarośnięte… a-tak na luźno”

- 10 latek chce zostać X-Manem, 30 latek zostaje XXX-manem ;)
- W prostacie tkwi geniusz, tyle że u niektórych mężczyzn pojawia się w późniejszych stadiach życia i wtedy ich najzwyczajniej przerasta.
- Chciejmy to co możemy, a będziemy mieli to co chcemy :)
- „Życie jest jak pudełko czekoladek.”
Zdecydowanie. Parę słodkich chwil, a całe życie z bolącymi zębami ;)

Z cyklu „szkoła naszym drugim domem jest – czyli jak zostać bezdomnym”

Nie ulega wątpliwościom, że w świetle ogólnej antypatii do systemu edukacji, okres po „czasach przedszkolnych” powinno się nazywać „preczszkolnym”. Ciężko również nie zauważyć kolejnej skrzywionej prawdy, która każe zadać pytanie, czy po to, podczas tej mozolnej podróży ścieżką edukacji ,wyostrza się intelekt, wiedzę, może nawet mądrość, żeby widzieć nieudolność tych, którzy są odpowiedzialni za tę szarą strefę naszego życia, w której odgrywamy role rodzicielskie, pracownicze, społeczne. Nie lepiej byłoby pozostawić społeczeństwo głupie. I wilk byłby syty, i owca cała.. i jak pelikan łykała by te wszystkie debilne decyzje.. ba, nawet z radością przyjmowała by stan rzeczy, w którym protektor, opiekun państwowy, tak naprawdę jest pasożytem .. i podziw wyrażała, bo przecież omne ignotum pro magnifico.

No nic, pozostawmy zatem istotę edukacji, jako cykl powtarzających się wrażeń.. ot np.

„Kiedy wreszcie odezwał się dzwonek, wszyscy mieli wrażenie, że dzwoni o całe czterdzieści pięć minut za późno” („Stowarzyszenie umarłych poetów”)

W drodze..

Wygląda na to, ze droga w czasie mrozu staje się dwa razy dłuższa.. więc może to kwestia zamrażania zegarków.. trybików.. i jakoś te wskazówki dwa razy wolniej przemierzają po bieżni zegarka.. Można również przymarznąć na chwilkę przy statywie i aparacie, aby ustrzelić fotografię potwora – kraba co srogim i nieczystym spojrzeniem pluje w twarz miastu.


Z cyklu „dziadowskie nastroje dnia”

VN:F [1.9.8_1114]
Rating: 9.0/10 (3 votes cast)
Podziel się z innymi ;)
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF
  • RSS
Styczeń 31st, 2012 by froguitar | 2 Comments »

Sążnie, przaśnie i syto

„Potrzeba dwóch lat, aby nauczyć się mówić;
pięćdziesięciu, aby nauczyć się milczeć.”

ERNEST HEMINGWAY

Jako że zostało mi jeszcze 20 lat, to sobie pogadam.. popiszę .. i zacznę od praktycznej rady w krzywym zwierciadle.

Z cyklu „cena oryginalnych programów – relatywnie droga”
Myślisz, że Photoshop jest drogi?
Policz ile wydajesz łącznie na pastę do zębów, środki odchudzające, pielęgnujące itp. ;)

Z cyklu „prawdziwe metafory życiowe, są zawsze w zasięgu ręki”.
- W lecie nie działa Ci klimatyzacja, w zimie ogrzewanie..
- klucze do domu odnajdujesz w swoim własnym pokoju, a kiedy stoisz przed zamkniętymi drzwiami, kieszenie puste.

Z cyklu „mistrz zaskoczenia”:
- Mamo, tato… przybiegłem na metę przedostatni
- oj synku, to słabo
- ale było 2 zawodników

Z cyklu „a tak na luźno”

*
- Jak nazywa się pocałunek dwóch artystów?
- Happening lub performance

*
- I przyszło nam żyć w świecie, w którym zazwyczaj szukanie miłości / partnera / dziewczyny / chłopaka.. źle się kończy..
- Czyli jak?
- Odnalezieniem.

*
Jak zidentyfikować geja w programie „Idź na całość”?
Zawsze wybiera bramkę numer 2.

Tak. Wiem co kombinujesz. Możliwe, że Shrekowy kat tłamsił w sobie osobowość gejowską. Ech, presja społeczna.

*

Obserwując różne sposoby prezentacji swojej skromnej osoby wśród płci pięknej, doszedłem do wniosku, że wolę prezentację w stylu „dupa* wystającą zza krzaka”, niż piersi pnące się do podbródka

Dupa – została tutaj użyta w znaczeniu potocznym (w duchu wszechobecnego powiedzenia)


Z cyklu „wspomnienia któregoś ranka”.
Słońce rozlało się dziś po niebie, jak żółtko po patelni… i skwierczało po oczach.

Bo jeśli zdarzy Ci zwlec rano z łóżka, nosem rozdzierać ten azotowy nosiciel mrozu, smrodu; ten deszczowy kolaborant – nie zapomnij rozejrzeć się, czy czasem nie umyka Ci coś wartościowego.. coś pięknego

Z cyklu dialogi wewnętrzne:
- Mam wrażenie, że nawiedza mnie proroczy sen
- A co Ci się śni?
- Nic.
Z cyklu – rozmowy wewnętrzne alkoholika
- Mogę kupić… ale przecież nie muszę pić ;)

Z cyklu „dawcy organów”
- Najbardziej zagorzały katolik jest w stanie oddać nawet własną dwunastnicę. ;)
(wskazówka interpretacyjna leży w czasach żywota Jezusa)

Z cyklu „świeżości – mądrości dnia”.. z życia wzięte .. trochu wygolone i trochu zarośnięte.

1) Można wdepnąć w niezłe gówno, a i tak cały dzień pachnąć Hubbą Bubbą
2) Proces tłumaczenia się może być niezwykle zawiły i kolorowy, ale kara jest zawsze prosta.. i taka szara.
3) Bardzo często zdarza się nam rozwiązywać czyjeś problemy, kiedy często to właśnie my je stworzyliśmy.
4) Życie. Zima i chlew – same bałwany i świnie.
5) Co to jest prawda? Całkiem prawdopodobne, że to tylko niezidentyfikowane kłamstwo.
6) Człowiek samotny, człowiek niekochany jest jak buty bez sznurowadeł
7) Kiedy sobie uświadamiasz, że jesteś spóźniony, przestajesz się śpieszyć? Najgorzej jeśli myśl taką uogólniasz na cały swój żywot.

Z ostatniej chwili … czyli całe życie z .. wujkiem facebookiem

.. bo na fb to się najzwyczajniej uprawia – polubic relations …
*
Tak patrzę na facebooka (co ja paczę???) i sobię myślę, że niedługo nie trzeba będzie płacić abonamentu za TV. Wiem kto, co wygrał, że śnieg pada i deszcz, o czym był film i czy jest fajny itp.
No, ale ja nie neguję.. ja tylko obserwuję.. czy tam „co ja obserwuję”.
BTW. oddam paczkę żelków haribo komuś, kto w sensowny sposób mi wytłumaczy, o co chodzi z tym „co ja paczę?”.

*

A poza tym..

A poza tym są sprawy, które po prostu należy przemilczeć..
A poza tym to troszku ostatnio w porywach emocji danego dnia.. nagrywałem.. to i można rzucić uchem w dźwiękowym dziale dźwiękowym
A poza tym i tamtą. .to chyba coś ..wkrótce.. kiedyś napiszę.

Także żeby nie było, że nie poinformowałem moich czytelników tj. 80% opłaconych (przelewy doszły?) i 19% tzw. „dopierdzielaczy” ;) i 1%, którym najwyraźniej strasznie się nudzi.

VN:F [1.9.8_1114]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
Podziel się z innymi ;)
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF
  • RSS
Styczeń 19th, 2012 by froguitar | 1 Comment »

Bo…

Nie pisałem sto lat.. bo

Bo życie to kurwa..
…choć to od nas zależy, czy z łatwością przestaniemy widzieć w niej kobietę. traktując jak obiekt, którym należy gardzić i pomiatać.. , czy mimo wszystko, będziemy potrafić siąść z nią przy stole i pogadać o rzeczach pięknych, wzniosłych, czy też, o banałach.. i dlaczego..
A ja?
A ja lubię rozmawiać.. i szanuję rozmówcę..

Bo spać nie chciałem..

„spać…doskonale spać..”

Dlaczego nie zasnąłem z Tobą, kiedy miałem taką możliwość.. i dlaczego nawet na to pytanie nie ma nieambiwalentnej odpowiedzi.. dlaczego faktycznie nie można się stopić w całość, wchłonąć nawzajem i razem rozpłynąć, i otoczyć to wszystko, co teraz otacza nas.. i być ponad tym wszystkim, a nie ulec temu i dać się otoczyć murem niezrozumienia..
Można?
Może.

Bo znalazłem coś czego zawsze szukałem..
..podniosłem i szczelnie otuliłem dłońmi.. wypadło… ale nie wiem czy to dłonie zaczęły drgać.. czy to, co otulały..
.. teraz z pewnością drżą.. otulając równie drżącą pustkę..

Czy będę dalej pisał?
Skoro nagrywam, by potem odczuć swoje myśli.. swoje stany… przez pryzmat nieskrępowanych racjonalną analizą dźwięków.. to dlaczego by nie pisać, by potem siebie zrozumieć, zdystansować się do myśli, słowami niesionymi..
A jeśli faktycznie sugestia zastąpienia myślenia i analizy, prowadzaniem bloga, ma rację bytu?

Wstyd mi za ten ekshibicjonizm, a jemu z pewnością wstyd za mnie …

Kiedyś to faktycznie miał być tylko wiersz o małej, głupiej, białej piłeczce….

„PING PONG”

Co z tego, że chwilę popieści
Jak i tak zaraz da po pysku

Dostałeś w jedną !
Nadstaw drugą stronę
Nie trać godności
Za stół spoglądając

Po środku siatka
To tylko chwilowy azyl
Bo i ona
Działa na dwie strony
Tworząc tylko pozór asekuracji

Okrągłe twe kształty
Lecz świat w czterech kątach
W zieleni i czerni zamknięty

Strażnicy, opiekunowie
Oprawcy, kochankowie ?

Myśli wirują
W ciele twym – w głowie

Możesz uciekać, z uporem Syzyfa
A bunt snem zakończysz
Pozorne zwycięstwo
Uświadom to sobie
Sens im nadajesz
Oni dają go tobie

VN:F [1.9.8_1114]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
Podziel się z innymi ;)
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF
  • RSS
Grudzień 6th, 2011 by froguitar | 1 Comment »

fata viam invenient

Ręce bezwładnie drżały
Dusza sucho łkała
Wzrok tępo ożywił pustkę
Sycąc każdą cząstkę tlenu nadzieją wypełnienia

No dobra. Skończyło się 30 lat i czas się rozliczyć. Ale nie będzie to rozliczenie pełne błyskotliwych podsumowań, ot zwykłe uproszczenie w stylu „3:0”, ale jeszcze mam czas, żeby przynajmniej zremisować, a nawet jeśli nie, to kiedy ksiądz przemówi do zgromadzonej gawiedzi to powie „nie wygrał bitew, ale wygrał wojnę”. Kiedy bowiem odchodzimy w pokoju, nawet jeśli to w gruncie rzeczy jest przedpokój (skondensowany buci smród może zabić niejednego twardziela) to właśnie wygrywamy, nie wygrywając, a na gruncie różnorakich i różnoskorpionich potyczek, których nie podjęliśmy – nie walcząc.
Generalnie jest dobrze, ale będzie jeszcze gorzej ;)
Myśl naszła mnie by pisać .. tak po prostu, nie dbając o formę o wywołane uczucia.. a jednocześnie hamulec, który naciskam za każdym razem… przy każdej myśli i słowie, która nie wie jaka istota, byt, egzystencja będzie ją intepretować.

Nie pływam w schematach, ciepłych czy też zimnych procedurach i właśnie dlatego miałem okazję poznać w tym roku parę naprawdę wyjątkowych osób.
Tak. Właśnie ten rok jest tym, w którym dla jednych byłem (jestem) królem na szachownicy, stojącym i czekającym, choć czasem popychanym ku roszadzie, a dla innych byłem czymś nowym, nadpobudliwą królówką, krytą przez pionki, którzy to definiowali mój byt na nowo, wprawiając w ruch na pozór zastygłe ciało.
Od 30 min, mam na uszach milczące słuchawki, jakby przestały przemawiać, chcąc podsłuchać – o czym tu do Was myślę. Skucha. Złapane na gorących uczynku.

Chciałbym podziękować wielu osobom, dzięki którym wszystkie te śrubki jakoś tak dobrze się obracają, tylko uświadomiłem sobie jak łatwo niechcący pominąć tych, którzy nie powinni być pominięci, choćby za jeden uśmiech. Dlatego zastosuje genialny w swej naturze chwyt dyplomatyczny i podziękuje Wam wszyscy, którzy wiecie, że to właśnie Wam dziękuję. Dziękuję ;)

Tak wiele jest osób, które krzywo patrzą na to co robicie, tylko dlatego, że oni robią to inaczej, albo ich horyzonty myślowe nie odwiedzają tych samych stron co Wasze myśli. Nie pozwólcie skrzywiać im swojego świata, bo to ostatnie osoby, które powinny się wypowiadać i oceniać powietrze, którym oddychacie i czy więcej wdechów wykonujecie nozdrzami czy ustami. Ja właśnie takim osobom głównie dziękuję, tzn. tym, które oddychają tym samym powietrzem, które w jakimś sensie ciągle dążą, choć część w/z nich, dźwiga już spory plecak z życiowym stelażem ;)

Więc skazano mnie na noszenie 3 na przedzie.. cóż ponieważ trójka taka ma kształt ponętnych piersi.. nie będę marudził ;) – taka dojrzała forma samowystarczalności ;)
Taka trójka – ciągnąc te filozoficzne rozważania – ukrywa potęgę definicji świata.. bo jeśli wziąć pod rozwagę wszechobecny dualizm oraz boską istotę w trzech osobach ujętą, to przecież piersi, których kształt tak genialnie zatacza trójka, doskonale łączą i podsumowują kwintesencje istnienia.
Swoją drogą, jakbyście zagrali na gitarze albo na jakimś innym instrumencie: piersi?
Nie będę ukrywał – nazwaliśmy owe istnienia – cyckami i to nie dlatego, aby uniknąć skojarzeń z Kukizem, tylko dlatego, … no właśnie –chyba dlatego, aby uniknąć podejrzenia o ich namaszczenie w myślach. Więc padł pomysł zagrania na gitarze „cycków” i jak się okazało, pomysł szalenie trudny, choć ciężko stwierdzić czy technicznie, czy emocjonalnie. Ja sobie jakoś poradziłem, a przynajmniej na tle pozostałych wypadło to nieźle.
A poza tym mam szczękościsk – bo to przecież tak w temacie – w związku z powyższym.
Z tym samym powyższym możecie słać wszelkie porady dotyczące przedmiotowej profilaktyki. Na jaki mail?
Kurdesz – sam nie wiem, wszak mam ich więcej niż czytelników! (tego jestem pewien ;) )


Czasem chcemy wybrzmieć piosenką, dajemy jej pełnomocnictwo do określania naszych uczuć, stanów, odcieni.. czasem szukamy tej właściwej, a czasem to ona znajduje nas. Tak jak w życiu.
Ja chciałem tylko o tym, że rozkładam emocje, a nawet czuje, że materia ma ucieka w dźwięki soundtracku Battelstar Galactica, od którego po raz drugi, nie mogę się uwolnić i byłoby niezmiernie pocieszające, gdyby ktoś miał podobnie.
Jakie to ma znacznie? Żadne i ogromne! Jeśli coś jest w stanie tak wielopłaszczyznowo poruszyć, to czy należy przejść obok tego? Płynąc z tym? Analizować ze szkiełkiem i okiem? Ja płynę.. płyńcie też ;)
„Proste rozwiązania tworzą poczucie kontroli, której nie posiadamy” powiedziała Roslin w trzecim sezonie powyższego serialu i choć jej kreacja nie szła zapewne tymi samymi drogami co kreacja waszego życia, to czy tak trudno się z nią zgodzić? To fakt niemalże oczywisty, jak wynik w matematyce – bo nieważne czy dzielenia czy pierwiastkowania to dziecię, nieważne czy profesora czy miernego ucznia … jest.. czeka.. palec pod budkę bo za minutkę,,
Tymczasem w sferze zasięgu naszych umysłów mnóstwo chęci poczucia kontroli..
Na układzie współrzędnych, jak na krzyżu, asymptotycznie dążący do zera lub do nieskończoności Bóg, w swej dualistyczno cyckowej naturze. Istny ignis fatuus.
Swoją drogą !
„Kim jestem? – pyta Bóg – Bogiem czy człowiekiem, czy może jednym i drugim razem albo żadnym z nich? Czy to ja stworzyłem ludzi, czy oni mnie?” – pisze Olga Tokarczuk w „Prawiek i inne czasy”
To trochę jak pytanie o to co było pierwsze „jajko czy kura”.
Pomijając jednak rozdrabnianie się na myśli wszelakie, należy stwierdzić, że bez wątpienia to ludzie stworzyli Boga lub w najgorszym wypadku – TEŻ go stworzyli, bowiem oczywistym jest, że jeśli Bóg stworzył ludzi to nie wszczepił im wiedzy o tym, dał natomiast „instrumenty” takie jakie mózg, serce i gdzieś pomiędzy nimi intuicję, by mogli go stworzyć po swojemu. Są więc ludzie stwórcami Boga, bez dwóch zdań.

CIP – City in Person
Cipek miał nieco zwichrowane zainteresowania, jak również poszczególne jego etapy dojrzewania, a potem leżakowania – które niczym przejrzałe jabłko – upadłszy, w pozycji nieszczęśliwego żółwia, pod drzewem, na trawie, obok kupy azorka, bo w mieście brzemiennego ego, zbieranie kupek nie miało dobrego lobbingu.
Cipek nie miał na ścianie, jak normalnie rozwinięte dzieci, plakatów z gwiazdami muzyki pop czy śmietanką aktorską filmów porno. Zamiast tego, na jednej ze ścian, wykonano egzekucję ogromnej tablicy korkowej, na której cipek rozwieszał obrazki Jezuska, Marii, a zwłaszcza drugoplanowych baranków. Coroczne wizyty księdza Furkota programowały na Cipkowej głowie lewoskrętny uliz, z podrasowaną żelem kruczą czernią. Lewoskrętnie programowany był również uśmiech Cipka i postawa, bo zajęcia korekcyjne również w mieście nie miały dobrego lobbingu. Ksiądz furkot najwyraźniej upodobał sobie wielopłaszczyznową lewoskrętność Cipka, którą premiował dodatkowym obrazkiem, z dobrze skadrowanym barankiem.
Cdn..

Facebook powoli mnie uczy miłości…
Lubię kiedy chrapiesz, bo wiem, że jeszcze żyjesz
Lubie kiedy puszczasz bąki, bo wiem że jeszcze trawisz
Lubie kiedy wymiotujesz, bo wiem, że już masz dość, i że już możemy iść do domu
Lubie kiedy się przewracasz, bo wiem, że nie muszę być rycerzem, żeby Cię uratować

Wiedząc, że miło jest powiedzieć wiele, nie mówiąc nic w wielu słowach.. mogę uzurpować sobie prawo do snu zasłużonego..

 


 

VN:F [1.9.8_1114]
Rating: 5.5/10 (2 votes cast)
Podziel się z innymi ;)
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF
  • RSS
Kwiecień 6th, 2011 by froguitar | 5 Comments »

Radość istnienia vs emo upgrade

Po pierwsze – nie szkodzić!
Po drugie – choć nadpierwsze ;) – nieść radość innym.
Po trzecie – umiłować świat, pilęgnować chęć dawania i dzielenia się tym co dobre i piękne.

Radość to rozbrykane – jak stado przedszkolaków – chwile

..kiedy nawet najdrobniejsze i te najbardziej ulotne wypełniasz melodią radości, to tak jakbyś tworzył wielką jej symfonię.

Uśmiech hodować i uprawiać, z pasją pielęgnować. Zasiewać nim pola, zachęcać do zbiorów.

Kiedy malujesz uśmiech na innych twarzach, to tak jakbyś wydobywał swój własny, zagrany tylko w innej oktawie.

Imperatyw szczęścia

Bo serce bije – gnając do przodu ochoczym krokiem – nie po to by umysł pompował smutek.

Każdy smutek to tylko kolejna brama do salonów szczęścia

W rachunku zysków i strat, każda strata jest zaledwie chmurą rozwiewaną wiatrem optymizmu. Czym byłaby radość z odczuwania promyków słonecznych, gdyby czasem nie ukryły się za pochmurnym bytem. Gorycz utraty to tak naprawdę słodycz oczekiwania na to, co oczywiste i przyciągane Twoimi pozytywnymi myślami.

Szklanka w połowie pełna


Zdecydowanie tak! Jednak nie zastanawiaj się nad tym zbyt długo, przecież możesz nalać sobie kolejną.

Komplementarność odczuwania – radość bycia

Całe szczęście, że jestem, czuję, widzę, pragnę, myślę, wyciągam wnioski, dążę, upadam i wstaję; podskakuję i tańczę. Całe szczęście, że jestem tego świadomy.
Całe szczęście, że życie rysuje przede mną sinusoidę, dzięki której w pocie czoła wspinam się by osiągać pomniejsze cele i jednocześnie z duszą nieskrępowanego życiem dziecka zjeżdżam „z górki na pazurki”
Jej skóra nie byłaby delikatna i pachnąca gdybym nie mógł jej dotknąć i powąchać.
Dźwięk nie koił by uszu, gdyby dłonie nie mogły radośnie ześlizgiwać się z czarno-białych górek klawiszy, czy też tańcować rozkosznie między stringami gryfu, a zabawnie odstające uszy nie mogły szlifować apetytu w miarę jedzenia.
Szaleńcze deklaracje orgazmu kulinarnego nie byłyby udziałem bliskich gdybym nie zaprzągł serca i kubków smakowych w imię poezji smaku.
A obraz malowany tętnem życia, pozwalający zatrzymać się w biegu, przez mgłę bym postrzegał, gdybym nie mógł, nie chciał. A ja przecież mogę, po prostu, chcę i pragnę.

Melodia życia – bukiet chwil


Moja radość to album chwil, które wkomponowałem w melodie życia. To obrazy cenne, przez sam fakt ich zapamiętywania, a nie ich treści. To każdy kryptogram myśli zaskakujący różnorodnością jawnych wariacji, odkodowanych i stymulowanych każdą najdrobniejszą cząstką otoczenia. To każde słowo w zaprzęgu radości, dobroduszności, wiary w ludzi. I wreszcie każdy uśmiech, nawet jeśli przy akompaniamencie łez – geniusz, wszechstronnie utalentowany, hipnotycznie sadzący piękne ogrody.

Kiedy siedzisz przy szklanych stronnicach – plujących nieokiełznanymi literkami, obrazami – zamknięty w skorupie spiętej postawy, otoczony murem bezruchu, wstań – porusz ciałem, otrząśnij się z niepotrzebnych myśli i koniecznie nie zapomnij podzielić się ze mną dobrą nowiną…. czytelniku, przyjacielu, pracodawco, przechodniu.


 

 

VN:F [1.9.8_1114]
Rating: 8.5/10 (2 votes cast)
Podziel się z innymi ;)
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF
  • RSS
Marzec 29th, 2011 by froguitar | 1 Comment »

Ma rzec, to napisze

Nienawidzę kabli. Głównie tych w okolicach komputerowic. Zahaczające, wijące się pod nogami, powodujące chaos i przewracalstwo. Dzieło to szatana, co już w postaci węża rzekł „i uczynię je na mą podobiznę, niech utrudniają życie ludziom, gdzie się tylko da i kiedy się tylko da”. I przewracają się bezbożniki jedne i to czynią na jego pamiątkę.

Z cyklu „pozwracające myśli”

Któż z nas nie roztrząsał tego jaki jest. Nie zastanawiał się czy takim jakim się sam widzi, czy takim jak inni go postrzegają. Któż z nas nie oceniał innych bez obcych wpływów, a komu one towarzyszyły. To chyba najbardziej standardowy zestaw postaw jaki towarzyszy określaniu siebie i innych. Krzywdzącym jednak – w ocenie innych zmąconej obcym wpływem – wydaje się być, że rzadko kiedy, a niektórzy prawie nigdy, nie uwzględniamy kim jest osobnik wpływający na naszą ocenę. I tak niewinnie, i beztrosko tworzymy sobie tyciaksjomaty o innych, bezkrytycznie przyjmując o nich opinie . Taki specyficzny głuchy telefon; niewinna heurystyka, która w tym lepszym wypadku ułatwia orientacje w otoczeniu, w którym funkcjonujemy, a w tym gorszym, zakłóca, dyskwalifikuje, tworzy przekłamania.

Z cyklu „ulotka reklamowa – zebra łaciata w paski krowa”

Poczułem się jawnie sprowokowany do wymyślenia szczwanego planu pt. „w których dziurach systemu grzebać aby tańsze było jeszcze tańsze”. Z prowokację odpowiedzialna jest gazetka jednego z supermarketów. Załączam fotkę gazetki.

Weźmy na ten przykład syrop owocowy. Dobry to syrop. Z wodą go można teges,  z herbatą i z jogurtem naturalnym (najlepiej domowej roboty), też można. Więc chcemy go mieć. Patrzymy a tu promocja. Hurra! Zacieramy ręce, wrzucamy do garnka przecier pomidorowy (a czemu by nie) i analizujemy ofertę. I tak:

1)      „kup 3 takie same produkty – płać za 2” – super.  Czyli nie 3x, a 2x COŚ TAM, no ale właśnie ile wynosi COŚ TAM?

2)      Patrzymy niżej, a tam „2,66 za 1szt. (kupując 3 szt.)”. No to sobie myślimy, że skoro my bierzemy 3 sztuki, to jedna będzie kosztować 2,66 zł – super.

Ale czytamy znowu pkt. 1) i tym razem złotymi literami napisane „kup 3 takie same produkty – płać za 2”

I jak to pani Profesor uczyła na matematyce – z 1) i 2) wynika, że płacimy 2 x COŚ TAM, a ponieważ w naszym przypadku COŚ TAM = 2,66 to wychodzi na to, że płacimy za 3 sztuki  2 x 2,66 zł = 5,32

I co teraz? Idziemy do kasy z 3 butelkami syropu. W dłoni wyliczone 5,32. A pani ekspedientka co mówi? „7,98 prze pana”. Co my na to? „Prze pani, psze zawołać pana kierownika, a ja zadzwonię po panią profesor”.

I jaki jest finał tej historii? Wychodzimy z supermarketu z pustymi ręcyma, albo z jedną butelką syropu owocowego i cieszymy się z udanych zakupów.

Hmm, jeśli ktoś się skusi skonfrontować tę sytuację z rzeczywistością i uda mu powyższy wywód wykorzystać aby za 3 soki zapłacić 5,32 zamiast 7,98 – to powinien czuć  się zobowiązany aby przynajmniej zaprosić mnie na szklankę takiego syropu z wodą (albo z wódą).

 

Z cyklu „wymyśliłem smętny kawał”

Jak zwykle ofiarą pada niczemu winna blondynka, i tak:

Przychodzi Kowalski do domu, a tam żoneczka jego – blondynka – trzyma rękę w garnku z wrzącą wodą. Kowalski prostacko – jak to na faceta przystało:

- CO ROBISZ?

- Zupę gotuję – odpowiada żoneczka.

- To nie wiesz, że do tego używa się chochli jakiejś, łyżki, ale nie ręki – reaguje Kowalski

- Ale w przepisie radzili, żeby zupę gotować na kości

 

Tadam – świetny, nie?

 

Z cyklu „amatorski teatrzyk A-To”

Kuliżanka moja wymarzyła sobie taki oto Twór i od jakiegoś czasu go realizuje, zaczynając od sztuki, co się zwie „Klub kawalerów”. Jo se tam niby postać baterflajowskiego Motylińskiego mom zagrać, który nieustannie jest na tropie motylicy wątrobowej. Ale to po godzinach, kiedy nie bałamuci płci pięknej.

Nie w tym rzecz jednak, kto pod kim w wątrobie pasożytuje, lecz dlaczego brakuje chętnych kawalerów do amatorskiej zabawy, choć w zasadzie – nie można nikomu odmówić prawa i chęci  wczuwania się w rolę, jakby miał być  opłacany za pensję państwową, za pieniądze biednych podatników, więc proszę sobie nie myśleć, że to takie hop siup, bo w ryj dostać można, tudzież kurwą jakąś po plecach. Czymże jednak byłby teatr bez prawdziwych emocji, a wśród tych m.in. emocje oczekiwania na Godotów, tj. brakujących kawalerów.

Co by nie komplikować, do rzeszy miliardów czytelników bloga, w tym 36 776 brzeżan, z tym że, nie do więcej niż 18388, z tego do ok. 10 tys. zdolnych to przeczytać, nie więcej niż 5 tyś. którym kiedykolwiek przez myśl przeszło słowo teatr, w tym ok. 5 sztuk, które przeczytają ten wpis i jednego osobofaceta, który doczyta do końca. Tak do Was kieruję słowa zachęty, do zagrania w sztuce.

Następne spotkanie już 31 marca, w Brzeskim Centrum Kultury, na małej sali, o godz. 18ej (chyba ;) ). Zapraszam menszczysn.

 

 


VN:F [1.9.8_1114]
Rating: 8.0/10 (2 votes cast)
Podziel się z innymi ;)
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF
  • RSS
Marzec 24th, 2011 by froguitar | 2 Comments »

Patataj! Wio! Sen!

Z cyklu „poszedł luty podkuj skróty”


Od dawana zadziwia mnie ilość i częstotliwość używania zwrotów typu: LOL, ROTFL, WTF .. to spróbuję rozpowszechniać własne.. że niby żaby, a nie gęsi.. i tak na pierwszy ogień proponuję: CJDKN? Kto zgadnie? Do zdobycia 10 pkt. do wykorzystania w niecnym celu.

Z cyklu „przebłyski z ufajdanej muzycznej miski”


Zawsze sprawiało mi problem, żeby wziąć usiąść i coś nagrać, a tym bardziej przyzwoicie. No ale dobrze, wziąłem usiadłem i z bólem (albo może bulem na światowym poziomie) nagrałem. Krótko, niechlujnie i na temat. Na temat Anathemy.. a przynajmniej tak mi się to muzycznie skojarzyło. Zatrudniłem parę dźwięków, z dwa efekty i gardłowyjca… no i wyszło mi lajlowanie.
frogathema

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Dwa dni wcześniej popełniłem podobne przestępstwo, angażując do tego tararacza i wiolonczele z anginą.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Jakoś tak wyszło, że w tych przyśpiewkach ludowych wole lajlowanie i tararowanie, jako kompanów dźwięków i zdaję sobie sprawę z tego, że zamieszczam w porywie spontaniczności nieobrobioną kaszanę muzyczną. Proszę wybaczyć ;) , ale nie wydaje mi się, żebym miał zamiar się poprawić ;)

Z cyklu „przerwa na zagadkę”


Jaki kucharz jest najbardziej praktyczny?
Mądry i z łbem na karku, tj. taki, który ma olej w głowie :)

Z cyklu „frazy logiczne i związki pod grunt grząski”

„trącić myszą” – obecne słowniki frazeologiczne odnotowują ten związek jako określenie kogoś lub czegoś staroświeckiego, nieaktualnego, niedzisiejszego czy przestarzałego.
Pytanie, które mi się nasunęło do głowy, w której już jakiś czas temu zagościły, humorystyczne i całkiem abstrakcyjne, żeby nie powiedzieć – absurdalne, przeróbki znanych utworów muzycznych, odnosi się do przyszłego kształtu wspomnianych słowników frazeologicznych.
Czy istnieje szansa, aby w zbliżonych do „trącących myszą” rejestrach, znalazł się związek „wiać sandałem”?

Ponieważ całkiem wygodnie mi się siedzi na tych frazeologicznych ławkach, to pozwolę sobie temat owych, rozważaniami idącymi w strone personalizacji, zmącić.
Skoro „tyle, co kot napłakał” oznacza „bardzo mało, prawie nic, niewiele itp.” to czy w geście rozładowania napięcia i frustracji spowodowanej „…” trybem życia mego kota, którego jedną ze specjalności jest rzęsiste szczanie, to czy anioł frazeologii, a może nawet stróż neologizmów, będzie mi miał za złe, jeśli użyję związku „tyle co kot naszczał” lub też bardziej autorsko „tyle co Ernest naszczał” (bo Ernest to imię tegoż mojegoż kota), aby określić coś czego jest bardzo dużo? Cóż, no może być nawet „tyle, co dżdżysty Ernest napłakał”.

A skoro mnie się tak w tę deseń tematy okociły, aż prosi się, aby dodać, że pokój który mym królestwem, jest najzimniejszy w mieszkaniu, stąd nasuwa się kolejne wytłumaczenie, dlaczego nie powinienem wpuszczać doń kota naszomojego Ernesta. Cóż, zimno w nim jak w psiarni.

Z cyklu „czarne jest czarne”


Jakom diaboli-diabolo spadłszy z nieba wraz z deszczem pod rynnę.. a menele rosyjskie mi buty zaiwaniły i anielskie skarpesony obnażyły.. jedyny ślad mej niewinności…śmierdzący
Na czarno lubię się ubrać, o, tak elegancko. Czarne galowe spodnie, koszula czarna, buty czarne zamszowe i płaszcz czarny też. Czuję się wtedy bardziej inteligentny, mądrzejszy i przystojniejszy.
Bo jak już smutek nosić, to z pewnym uśmiechem na twarzy. Lube pod czarną koszulę ubrać białą, podkoszulek, białe skarpety i kalesony, jeśli mrozik podszczypuje łydę. Taaak. Lubię to.
No przecież też lubię jak „Herbata czarna myśli rozjaśnia” .. i blog sam się pisze ;)

VN:F [1.9.8_1114]
Rating: 8.0/10 (1 vote cast)
Podziel się z innymi ;)
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF
  • RSS
Marzec 21st, 2011 by froguitar | No Comments »

Koncertowo

Ino z dwóch koncertów zdam w tym wpisie relacje, słowną i fotograficzną. Ino dla www.brzeg24.net pisałem, niech mają!

Real Quartet 26.02.2011 Semafor

Apetyt rośnie w miarę jedzenia i przez ten swoisty żołądek do serca płynęły dźwięki podczas koncertu jazzowego kwartetu Real Quartet, w sobotę od godziny ok. 19:30 w Semaforze przy ul. Towarowej.

Jazz, który rozpływa się w uszach, upaja mnogością dźwięków, syci kaloriami brzmień i wreszcie Jazz, stawiający wysoko poprzeczkę przed muzykami, którzy już dziś zawitają na deskach Brzeskiego Centrum Kultury w ramach Jazzu nad Odrą, to Jazz, który zaprezentował brzeżanom kwartet jazzowy w składzie: Paweł Klin – Gitara, Tomasz Wendt – saksofon, Mateusz Maniak – perkusja, Mateusz Dwornik – Kontrabas, czyli po prostu Real Quartet.

Młodzi i utalentowani muzycy zgrali współczesny jazz w autorskim wykonaniu. Wśród zagranych utworów znalazły się zarówno kompozycje Pawła Klina i Tomasza Wendta, ale również nie zabrakło klasyki spod znaku takich ikon jazzowych jak: Miles Davis, Wayne Shorter czy John Scofield.

Kiedy pełen radości i zarazem spokoju przybyłem na koncert Real Quartet, moje myśli spoczęły na otwierającej film Playing by hearts (Gra w serca) – scenie. Film ten – co warto wspomnieć – finezją i różnorodnością w traktowaniu różnych odcieni miłości, może stanowić doskonałą analogię do koncertu kwartetu jazzowego, emanującego obfitością dźwięków i różnorodnością spontanicznych emocji i reakcji semaforowiczów. Oto spowita mglistą smugą niebiesko – czerwonego światła  Angelina Jolie (filmowa Joan), przy akompaniamencie dryfujących dźwięków trąbki, w towarzystwie wytwornego drinka z oliwką, zwraca się do pozostającego na razie  w wyobraźni widza – odbiorcy:

„Mam przyjaciela, jazzmana, gra na trąbce. Fantastyczny. Chodzę na jego koncerty co miesiąc. Gra kawałek, który uwielbiam, starą piosenkę Cheta Bakera. I mimo, że zawsze gra tak samo, za każdym razem brzmi inaczej. Poszliśmy kiedyś na drinka. Kiedy jeszcze piłam. Chciałam mu powiedzieć, jak się czułam słuchając tej piosenki. Jak podziałała na mnie muzyka, jego gra. A on tylko pokręcił głową i powiedział <<Joan, nie możesz mówić o muzyce. Mówienie o muzyce to jak taniec na temat architektury.>>”

Pierwsza cześć monologu Joan doskonale oddaje stan duszy, za każdym razem, kiedy moje uszy wypełnia Jazz spod dłoni Mateusza Dwornika, Pawła Klina czy Mateusza Maniaka oraz towarzyszącym im muzykom. Tym razem nie tylko towarzystwo Tomasza Wendta spowodowały rumieńce w odbiorze, ale fakt, że muzycy po raz kolejny, nawet grając charakterystyczne dla nich utwory zabrzmieli świeżo. Dodatkowo pozwolę sobie również na próbę rozbudzenia ciekawości poprzez przypomnienie, że zaledwie rok temu w ramach Jazz nad Odrą mieliśmy okazje gościć Adam Wendt Power Set.

Pozostałe słowa  przytaczam oczywiście z nutką, a może nawet całym taktem przekory i prowokacji, gdyż po pierwsze mam zamiar spróbować tego tańca z architekturą, a pod drugie jak tu milczeć kiedy, złoty saksofon, wcale nie milczał, wręcz przeciwnie, z żywotnością godną napędu Flinstonowych pojazdów „zmechanizowanych” przemierzał wraz z kompanami, rozmaite zakątki jazzu, sięgając nawet w zakamarki dedykowane najmłodszym.

Saksofon ma w sobie tę moc, która przy trzaskach kominkowych płomieni, niczym zręczny mistrz marionetek, rozgrzane ciała uczy pływać wśród fal jedwabiu.  Ten sam czart pierwszej muzycznej kategorii pogwizduje tajemniczo podczas wieczornej przechadzki na pozór niekończącą się aleją, przy akompaniamencie lustrujących świateł latarni ulicznych.  Tomasz Wendt nie pozostawił wątpliwości, że na dnie jego przepony, w salonach jego płuc, czają się również figlarne pomniejsze bóstwa, które nie tylko w tkliwe i misterne duszę zaglądają, ale również wiodą prym, w jazzowej i rześkiej adaptacji Flinstonowego żywiołu, który entuzjastycznie zagościł na wewnętrznych stronach dłoni, czyniąc nadmiar oklasków wyjątkowo pożądanym.

Nie skłamię, jeśli stwierdzę, że spotkałem osoby rozkochane w muzyce, którym zdarzało się mylić wiolonczelę z kontrabasem, ale nie skłamię również jeśli nazwę Mateusza Dwornika, dzierżącego w swych dłoniach kontrabas,  szafarzem brzeskiego jazzu, aby oczywiście zaraz dodać, że właśnie to pod jego nazwisko można śmiało podpiąć etykietę propagatora jazzu wśród brzeskiej społeczności. Należy również dodać, że od początku tej misji jazzowej towarzyszy mu Paweł Klin, który co ciekawe na sobotni koncert przyjechał, aż z Groningen (miasto w północnej Holandii), gdzie od niedawna szlifuje swoje umiejętności muzyczne, utwierdzając tym samym osoby zapoznane z jego kunsztem, że dobry i wartościowy muzyk zawsze ma jakieś szczyty do zdobycia.

Nie z jednego gatunku muzycznego dłonie i dusza muzyczna Mateusza czerpią, wszak poza jazzowym projektem Real Quartet, Mateusz jest również członkiem zespołu „gbTrio” grającego muzykę eksperymentalną, z pogranicza jazzu, poezji czy nawet muzyki psychodelicznej, ale również mocno progresywnego i mocno rockowego zespołu „Youma”, gdzie z powodzenie forsuje należyte w zespole progresywnym  znaczenie gitary basowej.

Z niekłamaną satysfakcją muszę dodać, że nie zawiódł oczekiwań publiczności również Mateusz Maniak (perkusja), który oprócz rewelacyjnie odpowiedniego dopasowania do całości znalazł swoje 5 minut, podczas których wystukał to, co ma do powiedzenia, czyli innymi słowy spod jego dłoni wybrzmiała rasowa solówka perkusyjna, która wraz z kolejną sekundą nabrzmiewała coraz gorętszymi w oczekiwaniu, brawami.

Podobnie jak jazz obdarowuje muzykę mnóstwem dźwięków, tak William Shakespeare, uważany za jednego z najwybitniejszych pisarzy literatury angielskiej, obdarował literaturę mnóstwem słów. W „Kupcu weneckim” napisał:

„Ktoś, kto muzyki w samym nie ma,

Kogo nie wzrusza słodycz zgodnych dźwięków,

To człowiek zdolny do zdrady, spisków, gwałtu;

Jego wewnętrzne porywy są mroczne

Jak noc, bezdenne jak ciemność Erebu.

Takiemu nigdy nie ufaj. Słuchajmy!”

Właśnie! Słuchajmy, ale również obserwujmy, bo już dziś na deskach Brzeskiego Centrum Kultury, w ramach Jazzu nad Odrą wystąpi o godz. 18.30 Sławek Dudar & New Connection, a muzycznych rozkoszy brzeżanom nie skąpi klub Semafor niezmiennie w cenie kilku lub kilkunastu minut jakie zajmuje tam dojście, ale również Niezależny Ośrodek Kultury „Herbaciarnia”,  który z kolei można określić prekursorem obdarowywania brzeżan muzycznymi ucztami.

Strony internetowe muzyków

http://www.myspace.com/pawelklin – Paweł Klin

http://www.myspace.com/mateuszmaniak – Mateusz Maniak

http://www.myspace.com/mateuszdwornik – Mateusz Dwornik

—————————————————————————————————————–

Bazzer + Aneke w Semaforze 19.02.2011

19.02.2011 r. brzeski klub Semafor, umiejscowiony przy ul. Towarowej dał zielone światło dwóm zespołom, brzeskiemu Bazzer oraz poznańskiemu Aneke.

Bez większych obsunięć ok. 20:00 na progresywno-rockowych torach stanął pośpieszny zwany „Bazzer”, a za sterami mikrofonu – „szalony” – oczywiście w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu – maszynista Arek.  Okazało się, że to początek długiej, choć dla spragnionych muzycznych doznań – jak zawsze – za krótkiej, fascynującej muzycznej podróży. To bezwzględny czas można obarczyć winą za wykolejenie soczyście udźwiękowionego wieczoru, bo oto o 00:30 nastało coś, co według Wikipedii (wiem, bo sprawdziłem zaraz po powrocie do domu) nazywane jest ciszą.

Cisza taka staje się tym bardziej dotkliwsza, im bardziej czarujący żywioł, który ją poprzedza, a czaru i  uroku nie można odmówić zespołowi Aneke, a w szczególności jego wokalistce Ani.

W jednym z okołokościelnych kawałów sławi się mszalne wino, jako te, które trafiając do ust księży swą – najwyraźniej transcendentną naturą – powoduje śpiew wszystkich zgromadzonych.  W przeciwieństwie do pieśni kościelnych, utwory rockowe często nasycone są znacznie większą ilością tekstów, dźwięków, a przede wszystkim nieokiełznaną energią. Dla zgromadzonych „semaforowiczów” wyznacznikiem tego swoistego upojenia muzyką stały się przepełnione progresywnym metrum ruchy głową, a czasem radosne pląsy, zresztą te same, dzięki którym z pewnością poszczególne partie mięśni stały się doskonałym kilkudniowym nośnikiem pamięci o koncercie.

Czas jednak rozliczyć się z tymi, którym okoliczności nie pozwoliły przybyć tego wieczoru do  klubu Semafor.

Z pewnością mają czego żałować fani Metallicy czy Pantery, których to utworami  („For Whom The Bell Tolls”  – Metallica oraz „This Love” – Pantera) uraczył nas zespół BAZZER, wykonując je z należytą starannością i energią.  Ponadto żywiołowością i duchem hardrockowym zespół pozwolił odczuć wpływy takich kultowych zespołów jak choćby Budgie, Metal Church, AC/DC czy Iron Maiden, nie zapominając oczywiście zaserwować dawkę własnej – godnej towarzystwa wyżej wymienionych – twórczości.

Żywiołowy głos Arka przeniósł słuchaczy na prawdziwą ucztę metalową. Nie wykluczone również, że znaleźli się tacy, którzy znając Arka wcześniejsze dokonania, obfitujące w szlagiery niesione głębokim i basowym tembrem głosu, otworzyli nie tylko szeroko uszy, ale również oczy i usta, co jakby w ostatnim przypadku staję się naturalnym gestem wśród wszystkich spragnionych złocistych rozkoszy, których Semafor przybyszom nie szczędzi.

Mięsiste riffy i skoczne solówki gitarzystów, dodały występowi smaczków i pikanterii, a całość jak to zwykle bywa dopełniła gitara basowa oraz perkusja, serwując twór, który w przełożeniu na nomenklaturę kulinarną można określić jako krwisty befsztyk z sosem pieprzowym. Mniam!

Pierwsze dźwięki ANEKE przeniosły zgromadzonych w świat bardziej refleksyjny i subtelny, jednocześnie stawiając zdecydowane kroki do niesłychanie barwnego muzycznie świata progresywnego rocka.

Ciężko było się oprzeć wrażeniu, że wokalistka łączy w swoim głosie, wrażliwości i ekspresji to, co hipnotyzuje fanów Hey, Comy, Anathemy, czy nawet Cristiny Scabbia (Lacuna Coil).

Można pokusić się o stwierdzenie, że Aneke otwiera duszę dla słuchacza i ma w sobie coś, co powoduję, że słuchacz chce się odwdzięczyć tym samym. Aneke po prostu hipnotyzuje i wciąga.

Jako fan gitarowych brzmień nie mogę nie wyrazić zachwytu przestrzenią gitarową, jaką stworzył duet gitarzystów, z których każdy budował własną, ale jakże spójną z całością, przestrzeń muzyczną.

Dzięki niebanalnym solówkom gitarowym mogliśmy się przenieść w świat  progresywnej magii rodem z koncertu Opeth, Pain of Salvation czy Porcupinee Tree.

Mimo, iż Aneke jest młodziutkim zespołem, ma na koncie sporo występów, wyróżnień,  a ich utwory trafiały na różne składanki i płyty kompilacyjne. Na szczęście dla brzeżan udało im się również nagrać płytę promocyjną, którą forumowicze mieli okazje nabyć tuż po koncercie.
To z pewnością jeden z bardziej udanych wieczorów w Semaforze, choć ciężko nie wyrazić żalu, że tak niewiele brzeżan miało przyjemność obcować z tą przestrzenią dźwięków i uczuć.

Jednak już 26.02.2011 r. o godz. 20:00, również w klubie Semafor, ratować osłabione morale muzyczne przybędzie kwartet jazzowy „Real Quartet”, którego muzycy dali już brzeżanom szansę zasmakowania ich kunsztu jazzowego.

———————————————————————————————————————–

Aneke – poznański zespół „płci” pięknej, grający rock progresywny w całej jego rozciągłości. Jak można przeczytać na stronie zespołu  „ Aneke urodziła się 1 stycznia 2010 roku”. Więcej na stronie internetowej: http://www.aneke.org/ oraz    http://www.myspace.com/anekeband

Bazzer – brzeski zespół z pogranicza hard-rock oraz rock / metalu progresywnego. W swym ostatecznym kształcie „ruszył z kopyta” w okolicach czerwca 2009 r. Więcej na stronie internetowej: http://www.myspace.com/bazzerband

VN:F [1.9.8_1114]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
Podziel się z innymi ;)
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF
  • RSS
Marzec 2nd, 2011 by froguitar | No Comments »

..już mi serwer gilało!!

Dawnom nic nie napisał! Powodów było kilka, w tym nawet jeden solidnie zawodowy!
W takim długim czasie uzbierało się mnóstwo tematów i myśli wartych zapisania, ale to właśnie ich ogrom uznam za odpowiedzialny tylko kilku zdaniom, które zamierzam sklecić. No bo…ech!

Z cyklu „zabytki, odbytki, bytko nie bytko, oto jest zapytko”
Bo my np. w Brzegu mamy sporo nieruchomości ruchomych, no i wiadomo raz ich mniej, raz więcej, no bo w końcu mają tę dziwaczną zdolność poruszania się. O nie, wcale Wam nie podsuwam pomysłu, na obserwację tychże, co raczej chciałbym zwrócić uwagę, że jak sobie stoi jeden z drugim budynek, a zaraz już go nie ma, tzn. że sobie poszedł. Te specyficzne spacery nieruchomości brzeskich wykonują kroki niejednostajnie krzywoliniowe, na skrzydłach swoistej erozji i nadzwyczajnego braku nimi zainteresowania. TAK, z nimi jak z dziećmi. Badania psychologiczne wszak wykazały, że dziecko pozbawione miłości w ostatecznym rachunku umiera. Tak się właśnie dzieje z naszymi brzeskimi nieruchomościami ruchomymi. Odchodzą, w pierwej machając przed oczami przechodniów tabliczkami o sprzedaży. Nikt nie okazuje zainteresowania, miłości, ba najlepiej jest udawać, że one to już sobie dawno poszły.

Z cyklu „luźno i szybko”
* Jako że plasuję się raczej wśród tych, którzy niewiele czytają, mimo szczerych chęci – oczywiście, pozwoliłem określić siebie, z niekłamaną zresztą radością jako „dur książkowy”. O!
* Znakiem czasu, a konkretnie mojego starzenia się (a niewiele tych znaków) jest przepis na spokojną i niezmąconą niedzielę, tj. nie spożywanie alkoholu w sobotę. I tyle wystarczy.
* Tak sobie wymyśliłem co robi pesymista jak mu spada kamień z serca. Brawo, Ty też zgadłeś / zgadłaś – zaczyna szukać go w nerkach ;)

Z cyklu „miłość z męską twarzą…. właściwie z dwoma”
Jest taka piosenka, o której można by, maczając pióro w atramencie superlatyw stworzyć knigę … a właściwie dwie. Ja tu krótko i na temat. O miłości to piosenka. O niezwykłej miłości, bo o miłości wielopłaszczyznowej. Mnie osobiście najbardziej urzekła, wyrażona w niej, miłość gejowska. Można by rzec, że najważniejsza, wszak pierwsze wersy piosenki jej poświęcone. Piosenka „jezu to znowu się stało” ( Jezu to znowu się stało ) a przynajmniej tak youtube podpowiada, no ale jak napiszę, że o RH+ chodzi to już wszyscy będą wiedzieć. „jezu to znowu się stało, zakochałem się, aż mnie coś zabolało”. Dzięki jedynie słusznej interpretacji chciałem poruszyć jakże ważny element edukacyjny, a mianowicie odpowiedniego nawilżania, w odpowiedniej sytuacji.
Jednocześnie jako zwolennik tradycyjnych podejść na płaszczyźnie, którą tak na około traktuje, z zażenowania, chciałem również dodać, że jestem zdecydowanie za stawaniu twarzą w twarzą z takimi problemami, jakim jest bez wątpienia problem zakochania, a nie tak „od dupy strony”.
Oczywiście w ostatecznym rozrachunku, mogłoby być małe ał, ale nie byłoby takiego zdziwienia, no i przynajmniej odrobine nawilżania ;)

Tymczasem Zostawmy Las Vegas, na razie z boku i przytoczmy odpowiedni cycat:
-Czy jesteś pewien, że picie to dobry sposób na śmierć?
- Nie – odpowiada – Ben. – Ale z pewnością śmierć jest dobrym sposobem na picie”
Z przyjemnością dodam, że „nic dodać, nic ująć” ;)
Z cyklu „jak się rodzi pasja”
Jeśli przypadkiem mieliście przyjemność prężyć się, robić dziubka lub po prostu pozować przed obiektywem aparatu fotograficznego lub też innego ustrojstwa , które ma funkcje zapamiętania waszej postaci w postaci cyfrowej, to mam dla Was wiadomość. Dobrą. Możecie śmiało napisać w Waszym CV, że Waszą pasją jest fotografia.

Z cyklu „potyczki słowne”
Na koniec kwestia, która mnie osobiście nie tyle zdenerwowała, co wprawiła w zdziwienie, bo oto, żonglujący od lat kilkunastu co najmniej , słowem i myślą – osobnik, a może i więcej niż jeden stwierdził, a następnie nie dał się przekonać, że dwa zdania
1. Dla mnie życie bez Boga, nie ma sensu!
2. Według mnie życie bez Boga, nie ma sensu!
mają inne znaczenie! Tzn. co by nie zagmatwać, uznał, że te zdania znaczą to samo.
O ile mogę zrozumieć, że na szybko można stwierdzić, że te dwa zdania znaczą to samo, o tyle do tej pory nie wiem jak w sposób bardziej przejrzysty można wyjaśnić różnicę między tymi zdaniami, niż poprzez stwierdzenie, że w pierwszym przypadku odnosimy się do świata własnych wartości i przekonań, a w drugim wyrażamy własne przekonanie o tym co powinno być udziałem każdego człowieka. Prościej?
1. Nie zjem kanapki bez szynki.
2. Uważam, że nie ma sensu, abyście jedli kanapki bez szynki.
No i właśnie, tłumaczenie oczywistych rzeczy sprowadza nas .. hmm, no dobra – mnie, do parteru absurdu, tylko dla mnie to niej taka błaha sprawa, bo jeśli jestem świadom, że człowiek przez lat kilkanaście produkuje różne myśli, dzieła może nawet jakieś, to czy te wszystkie lata nie generowały podobnych błędów?
Ech! Zawiało Syberią egzystencjalną!

VN:F [1.9.8_1114]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
Podziel się z innymi ;)
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF
  • RSS
Luty 15th, 2011 by froguitar | 2 Comments »

Kiedy myśli wyrwane z mgły postaci niezidentyfikowanych

Samobójca wyjątkowo dobrze wkomponował się w zdjęcie rodzinne. Wyszedł wyjątkowo zadowolony. Krocie parzących nieparzystością osobników przelały się w mnogości swego osamotnienia przez zatłoczone pustką ulice. Banda gówniarzy obsmarowała błotem – dosłownie, w cieniu parasola i na uboczu – dosłownie i w przenośni – kroczącego chłopca, bo nie padało i bo według nich nie padało. Po chwili banda gówniarzy zachwycała się swoimi wypasionymi kaloszami, obsmarowanymi gównem – w przenośni. Nie wstydzę się sięgnąć w prostotę i banał. Czasem się ocieram o przeintelektualizowane żywo-martwo-płoty. Inny albo ten sam. Zwartogenezę myśli nie często uskuteczniał, za to układy rozproszone asymptotycznych myśli, jak najbardziej i czasem nawet z chęcią. Ostatnio wbiegł rozgorączkowany do pokoju rodziców i niemal wykrzyczał „gdzie są moje, żółte papiery”. Odpowiedz żadna tkwiła w kontekście sytuacyjnym. Wyższy priorytet miała sprawa zagubionej poczty z elektrowni. Zrozumiałby, gdyby chodziło o nieopłacony prąd na usługach mafii, a tak nie, nie zrozumiał – znów autoatak. Częściej był zamotany, niż zmotywowany. Nie domknięty w jestestwie niszowym. Samowystarczalny tworząc siebie do obórki i interpretacji. Reszta z definicji nadinterpretowała. Może nie istniał, a może wygodniej jest tak myśleć.

Z serii „niech ktoś te myśli uściśli”

Wcale nie jesteśmy tak dobrze skonstruowani jakby się mogło wydawać. Dlaczego np. przy myciu zębów nie dostajemy orgazmu? Przecież i wzrosłoby dbanie o higienę jamy ustnej i zmniejszyła by się ilość rodziców, którzy nie powinni nimi zostać, niezależnie od tego, czy uważamy, że u podstawy zakładania rodzin jest zaspokajanie potrzeb seksualnych czy nie. Po prostu tym, którym chodziło wyłącznie o zaspakajanie najprostszych potrzeb wystarczyła by szczotka do zębów. Oczywiście gdyby te myśli chciały sobie uzurpować prawo do bycia kompletnymi, należałoby uwzględnić teorię masturbacji (wiem, że takiej nie ma.. ale sama masturbacja brzmi zbyt zawstydzająco).

Piątek – trzeba wyjść, stworzyć jakieś pozory istnienia ;)

VN:F [1.9.8_1114]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
Podziel się z innymi ;)
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF
  • RSS
Grudzień 17th, 2010 by froguitar | 2 Comments »